Secret Dreams ... (imagine one direction)

środa, 24 grudnia 2014

Wigilia + Louis

 Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
"[T.I]" - Jak będziesz czytać wstaw tu swoje imię ;) (Aby bardziej wczuć się w historię ;))
Ukośna kursywa oznacza wspomnienia ;)
Ten imagin nie jest związany z historią! :) Nie chcesz nie czytaj! (Chociaż byłoby miło :))
Miłego czytania :*
_________________________________________________________________________________

-Louis widziałeś gdzieś może prezent dla Lottie?!- Krzyknęłam z góry.
-Nie! Nawet ich nie ruszałem! To ty je gdzieś przekładałaś!- Odkrzyknął. 
-Świetnie.- Mruknęłam sama do siebie. W środku się we mnie gotowało. Dzisiaj nic nie idzie po mojej myśli. Wszystko się psuje, niszczy, nic nie wychodzi, a na dodatek jak na złość od rana jestem pokłócona z Lou. Nienawidzę się z nim kłócić, ale dzisiaj już przesadził. Od tygodnia przypominałam mu, że akurat w ten dzień miał nigdzie nie wychodzić. Prosiłam go aby pomógł mi w przygotowaniach świątecznych, ponieważ już jutro Wigilia i w tym roku zjeżdża się cała nasza rodzina. Ale nie! Wielki pan Louis Tomlinson musiał jak zwykle wyjść! Rozumiem, że święta chce spędzić również z kolegami, bo szybko się z nimi potem nie spotka, ale czy oni są ważniejsi ode mnie? Przez to, że akurat dzisiaj rano postanowił gdzieś zniknąć musiałam się wszystkim zająć sama... Chciałam to wszystko przygotować wcześniej, ale on jak zwykle nie miał czasu. Ostatnio coś często nie ma dla mnie czasu... Obiecał. Obiecał, że akurat w tym dniu mi pomoże. No i oczywiście musiałam się na nim zawieść. 
-I co? Znalazłaś?- Chłopak pojawił się w pokoju. 
-Nie.- Warknęłam wkurzona.
- [T.I]... Jesteś na mnie zła?- Zapytał niepewnie. Spojrzałam na niego wściekłym wzrokiem i podniosłam się do pozycji stojącej.
-Czy ty siebie słyszysz?- Zapytałam na skraju wytrzymałości.- Lepiej stąd wyjdź i nie denerwuj mnie.- Drżącą dłonią wskazałam na drzwi.
-Ej co się dzieje?- Zignorował moją prośbę. Podszedł do mnie i kciukiem zaczął gładzić mój policzek tym samym potęgując mój gniew.
-Co się dzieje?- Prychnęłam.- Louis! Od tygodnia cię prosiłam abyś mi w tym wszystkim pomógł! Nie miałeś czasu. Okej. Rozumiem. Ale obiecałeś, że dziś zostaniesz ze mną i razem to wszystko przygotujemy. A ty jak zwykle wyszedłeś! Wszystko mi się wali! Dwa razy piekłam ciasto, bo za każdym razem zapominałam wyjąć go z piekarnika, ponieważ jednocześnie przygotowywałam dwanaście innych potraw! Chciałam ubrać choinkę, ale byłam za bardzo roztargniona tym gdzie ty się podziewasz i pozbijałam połowę bombek i innych ozdób. Powiesiłam na wieszaku moją sukienkę, żeby mi się nie pomięła i aby na jutro była gotowa. I wiesz co? Wylałam na nią sok porzeczkowy, ponieważ nie posprzątałeś w sypialni i potknęłam się o twoje graty! I na dodatek prezent dla twojej siostry się zgubił!- Łzy frustracji zaczęły spływać po moich policzkach. - Wystarczy?! Już wiesz dlaczego jestem zła?! Czy chcesz więcej?!
-[T.I]... Ja... Przepraszam. Musiałem załatwić coś ważnego... I...- Zaczął się tłumaczyć, ale mu przerwałam.
-Tak... ważnego...- Pociągnęłam nosem.- Jak zwykle coś ważniejszego ode mnie.- Starłam dłonią łzy i ominęłam go, wychodząc z pokoju.
-[T.I] zaczekaj...- Chciał mnie zatrzymać, ale jak najszybciej zbiegłam na dół po schodach. Złapałam kurtkę i zarzuciłam ją na siebie. Włożyłam na nogi buty, a na głowę czapkę i chwyciłam za klamkę od drzwi wyjściowych. Chciałam je otworzyć, ale Louis naparł na nie i zatrzasnął mi je przed nosem.- [T.I] przepraszam...proszę zostań i porozmawiajmy.- Powiedział błagalnym tonem.
-Odsuń się.- Warknęłam nawet na niego nie patrząc. 
-Przynajmniej powiedz gdzie idziesz.- Powiedział cicho.
-Odsuń się do cholery.- Spiorunowałam go wzrokiem. Byłam coraz bardziej rozgniewana. Wstrzymałam oddech, zamknęłam oczy, odliczyłam od 5 w dół i odetchnęłam głęboko. Niepewnie odsunął się od drzwi, umożliwiając mi tym samym wyjście. Kiedy przekroczyłam próg domu, poczułam jak łapie mnie za rękę.
-Ale wrócisz prawda?- Zapytał cicho. W jego oczach widziałam ból. I od razu zmiękło mi serce. Nie lubię kiedy jest smutny... Bał się, że go zostawię i odejdę. Jak może myśleć, że go zostawię? Kocham go. Pomimo kłótni nie odejdę od niego. Muszę po prostu pobyć przez chwilę sama, pomyśleć i uspokoić się trochę.
-Wrócę.- Zapewniłam. Przejechałam palcem po jego knykciach i uśmiechnęłam się lekko. Puściłam jego dłoń i zaczęłam iść wzdłuż ulicy. Im dalej szłam, tym bardziej żałowałam, że nie wzięłam żadnego szalika ani rękawiczek. Bardziej naciągnęłam na uszy czapkę i schowałam ręce do kieszeni, chcąc choć odrobinę się ogrzać. Wolnym krokiem szłam ulicami, jak na razie zaśnieżonego Londynu. Lubiłam zimę. I to bardzo. Szczególnie jak padał śnieg... Poza tym jak jest zima są i później święta... A to moje pierwsze, wspólne święta z Lou... I jak na razie nie są one zbyt kolorowe... Westchnęłam cicho. Jesteśmy razem już prawie rok. Kocham go... Ale dzisiaj naprawdę mnie zranił. Już nie chodzi mi o te ciasta, bombki, sukienkę czy nawet prezent. Najbardziej zraniło mnie to, że po raz kolejny zostawił mnie samą na lodzie. Zignorował mnie, tak jakbym była niczym więcej niż powietrzem. I to w ostatnim tygodniu zdarzało mu się bardzo często... Przechodziłam właśnie niedaleko London Eye. Od razu do głowy nasunęły mi się wspomnienia. Zabrał mnie tutaj na randkę. Właśnie w ten dzień zostaliśmy parą.
-Mogę już otworzyć oczy?- Zapytałam zniecierpliwiona i jednocześnie podekscytowana.
-Jeszcze chwilę.- Tuż przy swoim uchu usłyszałam rozbawiony głos Louisa. Nagle poczułam jakbyśmy zaczęli unosić się w powietrzu.
 -Lou co się dzieje?- Zapytałam lekko wystraszona.
-Spokojnie.- Zaśmiał się. -Okej możesz już otworzyć oczy.- Zdjął ręce z moich oczu dzięki czemu mogłam podnieść powieki. Moim oczom ukazał się piękny widok.
-Louis! Zawsze marzyłam aby być na London Eye.- Zapiszczałam uradowana.
-Wiem.- Powiedział dumny.- Dlatego zarezerwowałem dla nas jedną z kopuł. Podoba ci się?- Zapytał.
-Tak. Jeszcze nie wiesz jak bardzo. Dziękuję.- Przytuliłam się do chłopaka. Objął mnie ramionami i mocniej przycisnął mnie do swojego ciała.- Jesteś najlepsiejszym przyjacielem pod słońcem.- Mruknęłam w jego szyję.
-[T.I]...- Zaczął niepewnie.- Mogę ci coś powiedzieć?
-Oczywiście.- Przytaknęłam.- Wiesz, że możesz mi powiedzieć wszystko.
-Bo ja...- Chrząknął.- Bo ja się chyba w tobie zakochałem...- Powiedział szeptem. Odsunęłam się od niego i zaskoczona spojrzałam w jego oczy. Nie odzywałam się.- Proszę... Powiedz coś...- Mruknął zmartwiony.
-To dobrze, bo ja chyba w tobie też.- Wydusiłam z siebie i złączyłam nasze usta w cudownym pocałunku...
Uśmiechnęłam się na to wspomnienie i mimowolnie przejechałam opuszkami palców po ustach, wspominając ten pocałunek. Dla kogoś mogłoby się to wydawać zwyczajnym wydarzeniem. No bo przecież – zwykli nastolatkowie zostają parą. Nic nadzwyczajnego... Ale dla mnie to była wyjątkowa chwila. Bo właśnie od tamtego wydarzenia mam przy sobie cały świat... Coś mnie tchnęło na wspominki, dlatego ruszyłam w stronę plaży. Kiedy tam dotarłam zaparło mi dech w piersiach. Plaża w zimie. Niby zwyczajna, ale jednocześnie taka niezwykła... Chłodny wiatr rozwiewał mi włosy, ale nie przeszkadzało mi to. Napawałam się tym pięknem. Było tu kompletnie pusto. W sumie nie dziwię się. Jutro Wigilia. Pewnie wszyscy siedzą w domu i wspólnie przygotowują się do jutrzejszego dnia... A ja jak zawsze muszę robić coś innego niż inni... Do mojej głowy od razu zaczęły napływać niechciane myśli więc jak najszybciej je od siebie odsunęłam i skupiłam się na wspomnieniach sprzed kilku miesięcy.
-Dlaczego idziemy tak długo? Gdzie mnie prowadzisz?- Zapytałam po raz kolejny w ciągu dziesięciu ostatnich minut. Nogi bolały mnie niemiłosiernie. Piasek coraz bardziej utrudniał mi swobodne poruszanie. 
-Ależ jesteś niecierpliwa.- Zaśmiał się Lou.- Już prawie jesteśmy. Jeszcze chwilka.- Zapewnił i mocniej ścisnął moją dłoń, dzięki czemu przez moje ciało przebiegł przyjemny prąd.
-Mówiłeś tak jakieś piętnaście minut temu.- Westchnęłam.
-Ale teraz już naprawdę jesteśmy blisko.- Powiedział i się zatrzymał przez co ja również stanęłam. Wyjął z kieszeni jakąś chustę i zasłonił mi ją oczy.
-Co ty wyprawiasz?- Zapytałam. Nie odpowiedział. Poczułam jego rękę pod kolanami oraz drugą, którą owijał wokół mojej tali. Podniósł mnie 'w stylu ślubnym', przez co zaskoczona zapiszczałam cicho. Instynktownie zaplotłam ręce na jego szyi. Zaczął ponownie iść, a niedługo po tym postawił mnie na ziemi.
-Jesteśmy.- Szepnął do mojego ucha. Louis zaczął rozwiązywać mi chustę z głowy, a kiedy ją zdjął zamarłam. Stałam na środku serca zrobionego z różowych muszelek. Nad nim widniał napis „Wszystkiego najlepszego księżniczko”. Pod napisem znajdowało się małe pudełeczko. Zasłoniłam dłonią usta, a do moich oczu napłynęły łzy wzruszenia. Chłopak podszedł, wziął pudełeczko i wyjął z niego piękny naszyjnik. Przywieszka była zrobiona z dwóch literek „L” i „(Pierwsza litera Twojego imienia)”. Zawiesił mi ją na szyi, przy okazji muskając ją ustami.- Podoba się?- Usłyszałam tuż przy swoim uchu. Odwróciłam się w jego stronę.
-Pamiętałeś.- Szepnęłam. Słone łzy zaczęły spływać mi po policzkach. 
-Oczywiście, że pamiętałem.- Louis przejechał kciukami ocierając moje mokre policzki.- Przecież jesteś moją księżniczką.- Po tych słowach złączył nasze usta w pocałunku.
Stałam w jednym miejscu, a z ust nie schodził mi uśmiech. To co wtedy zrobił było naprawdę cudowne. 
Z rozmyśleń wyrwał mnie dzwonek telefonu. Wyjęłam z kieszeni komórkę.
'Louis' 
Odebrałam połączenie.
-”[T.I.] gdzie jesteś? Nie ma cię już prawie trzy godziny. Proszę wracaj już do domu.”- Usłyszałam jego zmartwiony głos. Naprawdę nie ma mnie już trzy godziny? Wydawało mi się jakby dopiero nie było mnie jakieś dziesięć minut... Nawet nie zauważyłam, ze się ściemniło.
-Zaraz będę.- Uspokoiłam go.- Pa.- Powiedziałam i rozłączyłam się. Ruszyłam w drogę powrotną.
***
Powoli nacisnęłam klamkę i bezszelestnie wsunęłam się do środka. Zdjęłam kurtkę, buty oraz czapkę i na palcach ruszyłam do salonu. Zajrzałam do środka i zobaczyłam uroczy widok. Chłopak leżał na kanapie. Wokół niego leżały ozdoby choinkowe. Oczy miał zamknięte i chicho pochrapywał. Podeszłam do niego i pocałowałam w policzek. Wzdrygnął się i otworzył oczy.
-Wróciłaś.- Mruknął.- Musiałem zasnąć.- Przetarł leniwie oczy i podniósł się do pozycji siedzącej.- [T.I] naprawdę przepraszam... Nie chciałem zostawić cię dzisiaj samej. Wiem schrzaniłem sprawę. I jest mi naprawdę głupio, ale..- Nie dałam mu dokończyć tylko delikatnie musnęłam jego usta.
-Nic się nie stało.- Uspokoiłam go. Usiadłam obok niego na kanapie i wtuliłam się w jego ciało. Momentalnie objął mnie ramionami i przyciągnął bliżej siebie.
-Pod twoją nieobecność upiekłem ciasto, a musisz wiedzieć, że nie jestem mistrzem pieczenia, posprzątałem również w pokoju, znalazłem prezent dla Lottie, wyprałem twoją sukienkę, jednak plama nie chce się zmyć i znalazłem jeszcze jakieś ozdoby i zacząłem dekorować choinkę... Ale zasnąłem.- Zachichotałam cicho.
-Kocham cię... I nie przejmuj się tym już. Najważniejsze, że jesteś tu teraz ze mną. To mi wystarcza.- Zamknęłam oczy i napawałam się jego bliskością. Siedzieliśmy w przyjemnej ciszy. Pokój był oświetlony jedynie lampkami choinek... Już jutro Wigilia... Nasza pierwsza, wspólna Wigilia.

***

Po kolacji, która muszę przyznać wyszła znakomicie zaczęliśmy rozdawać sobie prezenty. 

-Dla ciebie mam inny prezent... Dostaniesz go potem...- Mruknął do mojego ucha Lou. Chciałam wiedzieć co takiego mi przygotował...
***
Wszyscy zbierali się już do domów.
-[T.I] ubieraj się.- Powiedział Louis. Zrobiłam tak jak kazał. Kiedy oboje byliśmy ubrani chłopak zawiązał mi na oczach chustkę, tak abym nic nie widziała. Wyprowadził mnie z domu i zaprowadził do samochodu. Po kilku lub kilkunastu minutach zatrzymał się i pomógł mi wysiąść z pojazdu. Zaczął mnie prowadzić przed siebie, aż w końcu się zatrzymaliśmy. Po krótkiej chwili poczułam, że się unosimy. Chłopak odwiązał mi chustkę. London Eye. Spojrzałam na niego zdziwiona. Louis klęknął na jedno kolano i z kieszeni wyjął małe, czerwone pudełeczko. - [T.I]... Dokładnie tutaj w tym samym miejscu już raz uczyniłaś mnie najszczęśliwszym człowiekiem... Czy zrobisz to ponownie i zostaniesz moją żoną?- Zapytał cicho. Policzki miałam mokre od łez, serce mi nie biło i miałam pustkę w głowie. Opadłam przed nim na kolana.
-Tak... Tak, tak, tak.- Szepnęłam drżącym głosem i go pocałowałam. Założył mi na palec pierścionek. - Kocham cię Louis. Tak bardzo cię kocham.- Przytuliłam się do niego z całej siły.
-Też cię kocham.- Mruknął.- Przepraszam, że przez ostatni tydzień nie poświęcałem ci zbyt wiele uwago, ale byłem zbyt bardzo zajęty przygotowaniem tego wszystkiego. Naprawdę przepraszam.
-To jest nie ważne... Tak strasznie cię kocham.- Rozpłakałam się jeszcze bardziej. To on – mój jedyny.
-Wesołych świąt księżniczko.- Powiedział i złączył nasze usta w magicznym pocałunku.



„Kochać to także umieć się roz­stać. Umieć poz­wo­lić ko­muś odejść, na­wet jeśli darzy się go wiel­kim uczu­ciem. Miłość jest zap­rzecze­niem egoiz­mu, za­bor­czości, jest skiero­waniem się ku dru­giej oso­bie, jest prag­nieniem prze­de wszys­tkim jej szczęścia, cza­sem wbrew własnemu.”

_________________________________________________________________________________
No i mamy świąteczny imagin! :)
Jak się podoba ? (On nie ma nic wspólnego z opowiadaniem!)
Chciałam zrobić jakiś prezencik na święta :D
Może być? :) Wiem, że nie jest on jakiś bardzo świetny i że jest bardziej zwyczajny, taki jak inne, ale właśnie taki chciałam napisać :) - taki codzienny ;)

Wszystkim Wam życzę WESOŁYCH ŚWIĄT, dużo zdrówka, szczęścia, radości, samych najlepszych przyjaciół, tylko miłych ludzi wokół Was, No i oczywiście spełnienia wszystkich najskrytszych marzeń!
Oby Wigilia u Was była jak najlepsza w gronie kochającej rodziny! <3


No i oczywiście dzisiaj urodzinki Tego pana! :D

Louis i tak wiem, że tego nie przeczytasz, ale chciałam Ci złożyć krótkie życzenia :)

Jesteś jednym z najwspanialszych ludzi na Ziemi!
Jesteś pełnym życia, zabawnym, uroczym już mężczyzną!
Nie mogę uwierzyć, że masz 23 lata, jak dopiero co byłeś zwariowanym chłopakiem z Xfactora ;')
Zmieniłeś się, ale kto się nie zmienia? Wydoroślałeś (choć nie zawsze to okazujesz xD).
Zawsze byłeś, jesteś i będziesz dla mnie (i dla wszystkich Waszych fanów) najważniejszy.
Życzę Ci dużo szczęścia, zdrowia, chęci do życia, abyś nadal kochał to co robisz i aby Ci to sprawiało przyjemność... życzę duuużo miłości <3 Oraz spełnienia najskrytszych marzeń <3
KOCHAM CIĘ LOU <3


środa, 3 grudnia 2014

Epilog

*WŁĄCZ*
*Dwa tygodnie później. Oczami Harry'ego.*
Dwa tygodnie... Dwa tygodnie minęło od Twojego pogrzebu... Nie zamierzałem na niego iść... Nie miałem siły... Byłem wykończony... Wykończony tym ciągłym bólem.. Tą pustką, którą nikt nie potrafi zapełnić... Ale poszedłem... Aby ponownie się z Tobą pożegnać... Płakałem... Patrzyłem ja Twoja trumna... Z Tobą w środku... Znika... Znika z Tobą... To są już dwa tygodnie bez CIEBIE... Bez Twojego dotyku...Bez Twojej obecności... Bez pocałunków... Bez widoku Twoich pięknych, radosnych oczu... Bez dźwięku Twojego słodkiego śmiechu, dzięki któremu zawsze stawałem się szczęśliwszy... Żyję bez mojej drugiej połówki...Chociaż czy naprawdę żyje? Trudno powiedzieć... Jakoś funkcjonuję... Moje ciało jest... Ale dusza oraz serce odeszły razem z Tobą... Obiecałaś... Obiecałaś, że mnie nie opuścisz... Nigdy... Że zawsze będziemy razem... Dlaczego nie dotrzymałaś obietnicy? Mieliśmy być... RAZEM... A teraz zostałem sam... Bez Ciebie... Ale wiesz co kochanie? Wybaczyłem Ci... Wybaczyłem Tobie to, że mnie opuściłaś... Możesz być spokojna... Wiem, że jesteś przy mnie... Czuję to... I wiedz, że Cię kocham... Zawsze kochałem i zawszę kochać będę... Czekaj Tam na mnie... 
Na zawsze Twój
Harry

Otarłem łzy z policzków i zgiąłem list na pół. Ponownie spojrzałem na Jej zdjęcie, które znajdowało się na nagrobku.
-Wiem kochanie, że słyszałaś jak czytałem ten list... I wiem również, że siedzisz obok mnie...- Powiedziałem cicho. Przychodziłem tu codziennie. Od Jej śmierci spędzałem na cmentarzu prawie cały czas. To tak cholernie bolało... Znowu przeniosłem wzrok na jej zdjęcie... Była na nim taka radosna i roześmiana... Kochałem kiedy była szczęśliwa... Wyjąłem z kieszeni zapalniczkę i przystawiłem ją do rogu kartki. Nacisnąłem przycisk dzięki czemu pojawił się ogień. Róg kartki zaczął się palić, po czym spłonął cały lisy.- Teraz jest prochem... Niech leci do ciebie Tam... I niech zostanie przy Tobie na zawsze...Tęsknię za tobą... Kocham cię...- Podniosłem się z miejsca i ponownie otarłem kolejne dawki łez, jednak na ich miejsce pojawiały się nowe. Miałem zamazany widok, ale nie przejmowałem się tym. Szedłem powoli wspominając JĄ... Moją Emmę... Ona nigdy nie traciła nadziei... Ona w każdej, nawet najgorszej sytuacji potrafiła znaleźć promyczek światła...- Błagam Boże zwróć mi ją...- Zaszlochałem... To było takie niesprawiedliwe... Dlaczego właśnie Ona?! Moja księżniczka?! Nie była niczemu winna... Ona powinna żyć... żyć przy mnie... Nagle usłyszałem krzyki, pisk opon, po czym przeszył mnie ogromny ból...a później była już tylko ciemność... 
*Wiadomości*
Z ostatniej chwili...Odbył się poważny wypadek. Samochód jechał z ogromną prędkością i potrącił pieszego... Był nim Harry Styles. Podczas jazdy do szpitala, lekarze próbowali utrzymać go przy życiu, jednak im się nie udało... Ratownicy mówią, że jego ostatnie słowa jakie wypowiedział to : „Teraz już będziemy razem... Czekaj na mnie kochanie..” Po czym zamknął oczy.............
*Pisane w pierwszej osobie. Oczami Emmy*
Większość myśli, że nasza historia była smutna i okrutna... Ale ja tak nie uważam... Mimo wielu krzywd jakie przeżyliśmy... Byliśmy Razem... Mieliśmy przyjaciół... Osoby, które były dla nas najważniejsze... Mieliśmy SIEBIE... W każdej sytuacji można było znaleźć ten jeden, choćby najmniejszy promyczek światła... Każda sytuacja, nawet najgorsza... kształtowała nasze charaktery... Uczyliśmy się... Uczyliśmy się jak żyć... Nasza historia była inna... Niezwykła... I mogę przyznać, że nie zmieniłabym w niej nic... Mogę również powiedzieć, że jestem szczęśliwa... W końcu żyjemy...Już na zawsze... RAZEM...

THE END
________________________________________________________________________
I oto koniec historii Emmy i Harry'ego :) 
Płaczę... To była moja pierwsza publikowana historia :') Mimo tego, że zmieniałam ją po pierdyliard razy... skończyłam ją! :D 
Na początku miało to być zupełnie o czym innym... Ale ja jak to ja musiałam wszystko zmienić xD
Pewnie niektórzy nie dotrwali do końca... Ale ci, którzy dali radę...chcę żebyście wiedzieli, że jestem wam WDZIĘCZNA! I to ogromnie! :') DZIĘKUJĘ WAM Z CAŁEGO SERDUSZKA! Kocham Was wszystkich... 
Proszę o jedną rzecz... Ci którzy przeczytali całą historię proszę o skomentowanie! Nawet samą kropkę :) Chcę wiedzieć ile Was było:) (Chociaż wiem, że prawie nikt nie skomentuje, bo pewnie Wam się nie będzie chciało...to i tak o to proszę :)) 

NIE NIE ZAWIESZAM BLOGA! Będę tu co jakiś czas dodawała pojedyncze... nieraz kilku rozdziałowe imaginy :) (Może kiedyś wrócę do napisania jakiejś dłuższej historii ;)) (Tak w ogóle to zaczęłam już pisać krótki imagin :))

NAPRAWDĘ JESTEM WSZYSTKIM BARDZO WDZIĘCZNA! :') NIE WIECIE ILE ŁEZ PRZY TYM WYLAŁAM... ALE CÓŻ... WSZYSTKO CO SIĘ ZACZYNA MUSI SIĘ KIEDYŚ SKOŃCZYĆ :'(




Założyłam nowego bloga...  "Forbidden Feeling" --------> KLIK

Jest również zwiastun : KLIK
Zapraszam! :)

Jeszcze raz dziękuję! .... Kocham Was!


sobota, 29 listopada 2014

Rozdział 56 "Bierz życie w swoje ręce"

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
Przedstawiam wam... ostatni rozdział...
_________________________________________________________________________________

„Była chłodna a jej ręce poczerwieniały z żalu
Ona wciąż tu jest, choć już nie zrealizuje planów
Tu krwawa rzeka wspomnień spływająca po jej dłoniach
To nie tak miało być, taka nie miała być jej dola”


*Miesiąc później*
-Tom pośpiesz się!- Krzyknęłam z dołu po raz setny.- Bo się spóźnimy i Avril będzie musiała czekać! No już! Ruchy!- Pośpieszałam go. Mieliśmy we dwójkę odebrać Avril z lotniska. 
-Idę, idę!- Usłyszałam jego głos, a po chwili zobaczyłam go zbiegającego ze schodów. 
-Nie drzyjcie się tak! Niektórzy próbują spać!- Tym razem usłyszałam głos Lucas'a. Rozbawiona pokręciłam głową. Wszyscy postanowiliśmy, że zamieszkamy razem. Podobał mi się ten pomysł.- Chodź.- Tom pociągnął mnie w stronę drzwi. Wyszliśmy na zewnątrz i poszliśmy do jego samochodu.
-Straszna mgła dzisiaj.- Mruknął cicho.- Oby bezpiecznie dolecieli.
-Spokojnie. Będzie dobrze.- Powiedziałam i uśmiechnęłam się pocieszająco.
***
-Z powodu gęstej mgły wszystkie loty powrotne zostały opóźnione. Za jakiekolwiek utrudnienia przepraszamy.- Usłyszeliśmy głos w głośnikach.
-Matko...- Jęknął Tom. Zaciskał dłonie w pięści i przygryzał wargę. 
-Nie martw się. Naprawdę wszystko będzie dobrze.- Położyłam dłoń na jego kolanie chcąc dodać mu otuchy. Siedzieliśmy w ciszy oczekując tego konkretnego samolotu. Nagle poczułam, że ktoś zasłania mi oczy. Wystraszona, gwałtownie odwróciłam się do tyłu.
-Czego się odwróciłaś? Miałaś zgadywać kim jestem! Wszystko zepsułaś.- Wywróciła oczami dziewczyna. Zobaczyłam przed sobą Avril.
-Av?- Zapytałam cicho. Zerwałam się z miejsca i przytuliłam przyjaciółkę. 
-Tak. Ja we własnej osobie.- Również objęła mnie ramionami.- Tęskniłam.- Szepnęła cicho. Kiedy się od siebie odsunęłyśmy, Tom zamknął blondynkę w mocnym uścisku.
-Nigdy więcej mi tego nie rób. Nie strasz mnie tak.- Mruknął.
-Co znowu zrobiłam?- Avril zmarszczyła brwi, jednak wtuliła się w jego ciało.
-Kocham cię.- Powiedział Tom i pocałował czubek jej głowy. Na moje usta wpłynął lekki uśmiech. 
-Ja ciebie też.- Odpowiedziała dziewczyna.
-Właściwie to co ty tu robisz tak wcześnie?- Zapytałam.- Twój samolot jeszcze leci.
-Wiesz... Nudziło mi się..Strasznie tęskniłam.. Akurat był wcześniejszy lot to pomyślałam, że wylecę wcześniej i zrobię wam niespodziankę.- Wzruszyła ramionami.
-Jesteś niemożliwa.- Pokręciłam rozbawiona głową i we trójkę ruszyliśmy do wyjścia.
*Dwa miesiące później*
-Nie proszę nie.- Jęknęłam, kiedy Harry chciał mnie zaciągnąć do wody. Postanowiliśmy, że wszyscy zrobimy sobie małe wakacje.
-No chodź. Woda jest ciepła. A poza tym, jak będzie ci zimno ja mogę cię jakoś ogrzać.- Poruszył zabawnie brwiami przez co zachichotałam.
-Zaraz do was pójdę. Jeszcze chwilkę.- Westchnęłam. Loczek uśmiechnął się promiennie i pobiegł z powrotem w stronę morza, gdzie kąpali się inni.
-Schudłaś.- Mruknęła Avril, która leżała na kocu obok.- Zauważyłam to już na lotnisku, ale myślałam, że to przez... um... poronienie... Ale teraz naprawdę się martwię.- Mówiła cicho, starannie dobierając słowa.
-Nic mi nie jest.- Szepnęłam i odwróciłam wzrok. Zobaczyłam, że Harry ponownie biegnie w naszą stronę.
-No księżniczko. Czas iść do wody.- Zaśmiał się i wziął mnie na ręce. Był cały mokry, dlatego próbowałam jakoś zeskoczyć na ziemię. Wbiegł ze mną do zimnej wody. Potem słychać było już tylko moje piski i śmiech innych.
*Cztery miesiące później*
-Harry... Zróbmy takie coś...- Zaczęłam. Chłopak przeniósł wzrok z ekranu telewizora, skupiając całą uwagę na mnie.- Wytrzymaj beze mnie jeden calusieńki dzień. Nie będziesz się kontaktował z nikim z nas, abyś nie wiedział co ja robię w danej chwili... Co ty na to?
-Nie wiem... Nie mogę wytrzymać bez ciebie godziny, a ty oczekujesz ode mnie, abym wytrzymał bez ciebie cały jeden dzień?- Pchnął mnie lekko, przez co położyłam się na kanapie, a on był centralnie nade mną.
-No weź... Zrób to dla mnie.- Zrobiłam słodkie oczka.
-Okej...- Westchnął i lekko się uśmiechnął.- Ale robię to tylko dla ciebie.
-Kocham cię.- Złączyłam nasze usta razem w czułym pocałunku.
-Ja ciebie też.- Mruknął pomiędzy pocałunkami.
-Zaczynamy od jutra.- Przerwałam nasze czułostki.- Żebym miała pewność, że z nikim się nie kontaktujesz wyjedź z Londynu.
-Okej... Ale teraz pozwól mi się tobą nacieszyć.- Powiedział i ponownie złączył nasze usta tym razem w namiętnym pocałunku.
*Oczami Harry'ego. Dzień później*
Dzień bez Emmy powoli dobiegał końca. Tak bardzo za nią tęskniłem. Po co się na to zgadzałem? Nigdy więcej tego nie zrobię.... Dojechałem pod dom. Wyszedłem z auta i podążyłem w kierunku mieszkania. Otworzyłem zamknięte drzwi i wszedłem do środka. Było cicho. Nikogo nie było w domu. Byłem trochę zdziwiony... Poszedłem do salonu i wziąłem swój telefon, który leżał na stole. Włączyłem go. 
56 nieodebranych połączeń od Niall'a, 49 od Tom'a, 37 od Louis'a i jeszcze chyba tysiące nieodebranych połączeń od innych. Kiedy chciałem wybrać numer Niall'a komórka ponownie zadzwoniła. Akurat dzwonił blondyn. Odebrałem.
-Halo?
-”Harry! Próbujemy się do ciebie dodzwonić cały dzień!”- Krzyknął roztrzęsionym głosem. Coś mi nie pasowało. Coś było nie tak... 
-Co się stało?
-”Harry... Emma jest w szpitalu...”- Szepnął. Zamarłem. Mógłbym przysiąc, że w tamtym momencie serce przestało mi bić.
-Jak to? Gdzie jesteście?!
-”W głównym szpitalu. Przyjeżdżaj szybko!”
Niall się rozłączył. Wybiegłem z domu i wskoczyłem do samochodu. Wjechałem na ulicę i dodałem gazu. Pewnie właśnie w tamtej chwili złamałem większość przepisów drogowych, ale mało mnie to obchodziło. Musiałem się pośpieszyć. Musiałem szybko być przy mojej Emmie...
***
*Jak ktoś chce może sobie to włączyć. KLIK*
Wbiegłem zdyszany do jej sali. Wszyscy siedzieli cicho. Avril płakała przytulona do Tom'a. Dopiero teraz zauważyłem, że wszyscy mają mokre policzki i łzy w oczach. Zauważyłem Dylan'a, który siedział w rogu sali trzymając Alex na kolanach. Dziewczynka szlochała cicho i wtulała się w ciało chłopaka. Przeniosłem wzrok na moją Emmę. Leżała blada na łóżku szpitalnym i wpatrywała się we mnie zmęczonym wzrokiem. Podbiegłem do niej i kucnąłem przy niej. Złapałem za jej małą, zimną dłoń. Dopiero teraz zauważyłem jak bardzo schudła. Jak mogłem nie zauważyć tego wcześniej?!
-Co ci się stało? Emma co się dzieje?- Zapytałem zmartwiony.
-Brawo. Dałeś radę. Wytrzymałeś.- Powiedziała słabym głosem, a na jej ustach pojawił się lekki uśmiech.- A teraz rób tak codziennie... Beze mnie.- Delikatnie przejechała kciukiem po moich kostkach.
-Co?- Szepnąłem i otworzyłem szeroko oczy.- O czym ty mówisz?
-Harry... Ja umieram.- Powiedziała cicho. Wpatrywałem się w nią tępym wzrokiem. Czułem się jakby ktoś właśnie wyrwał mi serce, podeptał, a później spalił.
-Nie...- Pokręciłem głową.- Nie. Ty kłamiesz. Kłamiesz. Nie umierasz.- Mówiłem przejęty. W moich oczach zaczęły formować się łzy.- Będziesz żyć. Słyszysz? Będziesz żyć.
-Przykro mi Harry.- Przygryzła lekko wargi. Była bardzo słaba.- Przepraszam. Nie da mi się już pomóc... Proszę cię, abyś kiedyś mi to wybaczył... Kocham cię.- Mówiła cicho. Po moich policzkach spływały słone łzy. 
-Nie. Nie. Nie. Ty nie możesz umrzeć. Nie zostawiaj mnie. Błagam.- Szlochałem.
-Ciii...- Położyła palec na moich ustach.- Nie płacz. Będzie dobrze. Dasz radę. Wierzę w ciebie. Będę przy tobie cały czas. Zaopiekuję się tobą. Tylko nie będziesz o tym wiedział... Będę na ciebie czekała... Kocham cię.- Szepnęła. Zmęczona uniosła się na łokciach i złączyła nasze usta razem. Po chwili opadła bezsilnie na łóżko, a jej oczy zaczęły się powoli zamykać. Maszyna, do której była przypięta zaczęła głośno pikać. Lekarze szybko się zjawili. Wypchnęli nas z sali mimo tego, że starałem się tam zostać. Łaziłem w tą i z powrotem. Starałem się uspokoić, ale nie mogłem. Czułem się okropnie.
-Harry.- Usłyszałem cicho głos Tom'a.
-Dlaczego...Dlaczego ona?- Zapytałem i spojrzałem w jego stronę mokrymi od łez oczami.
-Nie wiem.- Pokręcił głową. On również płakał. Podszedł do mnie i objął mnie ramionami.- Ona przeżyje. Jest bardzo silna. Da radę.- Szepnął.
-Ona musi przeżyć. Nie poradzę sobie bez niej....
***
W końcu z sali wyszedł lekarz. Wszyscy zerwaliśmy się z miejsc i podbiegliśmy do niego.
-I co z nią?- Zapytał przejęty Lucas.
-Przykro mi...- Starszy mężczyzna pokręcił głową i spuścił wzrok.- Nie dało się nic zrobić... My...- Nie słuchałem go już dalej. Wbiegłem do sali, gdzie leżała Ona. Była blada jak ściana, miała lekko rozchylone usta i zamknięte oczy. Klęknąłem przed łóżkiem.
-Wróć.- Szlochałem.- Błagam cię wróć do mnie. Nie zostawiaj mnie! Nie teraz! Nie w tym momencie! Błagam! Emma wróć! Nie dam rady bez ciebie... Nie poradzę sobie. Błagam...- Położyłem głowę na jej brzuchu. To wszystko było okropne. Chciałem aby był to tylko pieprzony koszmar. Byłem wypruty z wszystkich emocji. Osoba, która trzymała mnie przy życiu, która była dla mnie całym światem, którą kocham całym sercem... odeszła. Odeszła zostawiając mnie tutaj samego.
-Harry.- Usłyszałem zrozpaczony głos Avril.
-Obiecała... Obiecała, że mnie nie zostawi! Obiecała mi to...-  Podniosłem się i odwróciłem w ich stronę. Nie tylko ja płakałem. Wszystkich wstrząsnęło to co się stało.- Dlaczego? Dlaczego ona odeszła? Nie mogła! To nie może się tak skończyć. Ona musi żyć...- Mówiłem desperacko. Oparłem się plecami o ścianę i bezsilnie zjechałem po niej w dół. 
-Harry... Ona miała raka.- Powiedział w końcu Lucas. Spojrzałem na niego. Usiadł obok mnie.- Ona już od dawna starała się zwalczyć chorobę... I dała radę..- Przerwał, jednak po chwili znowu zaczął mówić.- Wyzdrowiała. Wyzdrowiała dla ciebie. Bo wiedziała, że ma dla kogo żyć... Tylko kiedy później wstrzyknięto jej ten chlorek potasu... Choroba powróciła. Powoli niszczyła jej organizm kawałek po kawałku... Umierała z dnia na dzień...- Tym razem ja mu przerwałem.
-Dlaczego znowu nie chciała się leczyć?- Zapytałem cicho.
-Ponieważ dowiedziała się o dziecku. Dowiedziała się, że jest w ciąży. Miała wybór. Albo ona, albo dziecko. Nie leczyła się, ponieważ chciała dać żyć temu maleństwu.... Tylko, że później poroniła... a wtedy było już za późno... Chciała ci o tym powiedzieć. Chciała o tym powiedzieć wam wszystkim. Jednak bała się... Ona naprawdę się wtedy bała...- Po jego policzkach spływały łzy. Mała Alex podeszła do mnie i przytuliła swoimi drobnymi rączkami.
-Ona jest z nami Harry. Właśnie siedzi przy tobie i cie przytula... Nie widzimy jej, ale ona nas tak... Tak samo jak moja mamusia. Teraz one we dwie są na górze z aniołkami.- Powiedziała cichutko dziewczynka...Poniekąd jej słowa mi trochę pomogły... Ona miała rację. Wiedziałem, że Emma jest przy mnie... Ale mimo tego... I tak czułem się... Jakby jakaś część mnie odeszła razem z nią... Z moją Emmą.......
„Wraz ze śmiercią osoby bliskiej tracimy część siebie.”
_______________________________________________________________________
Nie zabijajcie mnie! Wiem, że pewnie zaskoczyłam wszystkich tą... śmiercią... No, ale planowałam już to od prawie początku istnienia bloga! 
Pewnie niektórych z Was zawiodłam, albo mnie znienawidzicie... Ale nic nie poradzę :/ Ona miała umrzeć... 
Naprawdę przepraszam jeśli Was zawiodłam... Rozumiem... 

Napiszcie w komentarzach co sądzicie :) 
Okej... Czyli został nam jeszcze Epilog i będzie to koniec tego opowiadania :( 

Wraz z Epilogiem dodam zwiastun, prolog i link do nowego bloga :) 

Nicol... pamiętam jak kiedyś mówiłam ci, że pewną tajemnicę będę dopiero mogła Wam ujawnić w ostatnim rozdziale (nie wiem czy to pamiętasz xd) To właśnie ta tajemnica :) Ona umierała... 

No nic... Proszę o opinie :) 
(Cały czas wydaje mi się, że o czymś zapomniałam xd)


piątek, 21 listopada 2014

Rozdział 55 "Bierz życie w swoje ręce"

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :) 
_________________________________________________________________________________
„"Mój nieśmiertelny"
Jestem taka zmęczona byciem tu,
Zduszona przez wszystkie moje dziecinne lęki,
I jeśli musisz odejść,
Chcę, byś po prostu odszedł,
Twoja obecność ciągle ciąży mi,
I nie zostawi mnie w spokoju!”

Kiedy samochód się zatrzymał jak strzała wybiegłam na zewnątrz. Popędziłam do środka domu i wbiegłam na górę po schodach. Otwierałam po kolei każdy pokój aby znaleźć ten właściwy. 
-Cholera.- Szepnęłam sama do siebie. Został ostatni pokój. Jak to nie będzie ten to nie wiem co zrobię... To musi być ten... Powoli podeszłam do drzwi, które znajdowały się na końcu korytarza. Niepewnie je otworzyłam i zajrzałam tam. Był tam. Był tam chłopak o brązowych oczach. Chłopak, który na samym początku nie chciał się zgodzić abym dołączyła...Chłopak, który jest moim bratem... Leżał na łóżku z laptopem na kolanach i słuchawkami w uszach. Niezauważona wślizgnęłam się do środka. Podeszłam do niego i zatrzasnęłam jego laptopa. Podniósł na mnie zdziwiony wzrok i znieruchomiał.
-Jak mogłeś?- Syknęłam przez zaciśnięte zęby.- Jak do cholery mogłeś Mark? Byłeś tu! Byłeś tu zawsze! I kur*a nawet nie raczyłeś przyjść i powiedzieć. Nie dałeś nawet żadnego znaku życia! Myślałam, że nie żyjesz tak jak David! Zrobiłeś tak samo jak Lucas! Tak bardzo mnie zraniliście... Nie mogę uwierzyć, że przez ten cały czas byliście tak blisko.- Przeczesałam włosy palcami, zacisnęłam oczy i odetchnęłam głęboko, aby choć trochę się uspokoić... Nie pomogło. 
-Emma...- Wstał z łóżka i stanął przede mną. Był dużo wyższy ode mnie. Zmienił się. I to bardzo.- Wiem, że jesteś zła, ale...- Zaczął jednak mu przerwałam.
-Zła? Zła?! Czy ty siebie słyszysz?! Ja zła?! Nigdy! Skąd ten pomysł?! - Krzyczałam.- Nie jestem zła... jestem wściekła i cholernie zraniona.- Powiedziałam już spokojniejsza.- Ale wiesz co? Nie umiem mieć wam tego za złe... Matko tak strasznie tęskniłam.- Przytuliłam się do niego. Tak bardzo mi ich brakowało. Czuję, że wszystko zaczyna się układać... że w końcu będę mogła poczuć się szczęśliwa.
-Ja też tęskniłem.- Pocałował czubek mojej głowy.- Jak się domyśliłaś, że to ja?
-Od początku wiedziałam, że skądś ciebie znam... a jak Lucas powiedział, że jesteś cały czas blisko. Po prostu coś mnie tchnęło i zorientowałam się, że to ty.- Podniosłam lekko głowę do góry.
-Mądra dziewczynka.- Zaśmiał się przez co moje kąciki ust uniosły się lekko do góry.
-Zamierzam oddać listę.- Mruknęłam cicho. Chciał coś powiedzieć jednak mu nie pozwoliłam.- Nie martw się. Mam plan. Nic już nikomu się nie stanie. Po prostu Lucas ma mi załatwić listę, a ja zajmę się resztą.- Oznajmiłam. 
-Nie będę ciebie pouczał. Mam nadzieję, że wiesz co robisz.- Powiedział i uśmiechnął się co odwzajemniłam.
-Kocham cię.- Mocniej się do niego przytuliłam.
-Ja ciebie też.- To jeden z najcudowniejszych dni. W końcu ich odnalazłam.
-Muszę iść do Harry'ego.- Odsunęłam się od niego i poszłam w stronę drzwi. Odwróciłam się jeszcze w jego stronę.- Nadal nie mogę uwierzyć, że jesteście ze mną.
-Zawsze byliśmy i będziemy.- Odpowiedział. Wyszłam z pokoju i poszłam do swojego. Siedziała tam Spencer oraz Harry.
-Emma. Co robisz z tymi walizkami? Rozpakowujesz je czy nadal planujesz wyjechać?- Zapytała dziewczyna. Znieruchomiałam. Cholera. Harry tu jest... Chłopak popatrzył na mnie zdziwionym wzrokiem.
-Jak to wyjechać?- Zapytał.
-Oooo...- Mruknęła brunetka.- To ja.. To ja może zostawię was samych.- Powiedziała zmieszana i wyszła z pomieszczenia. Kiedy drzwi się zamknęły spojrzałam niepewnie na Harry'ego.
-Jaa..- Szepnęłam jednak nie potrafiłam wypowiedzieć żadnego sensownego słowa.
-Wyjeżdżasz?- Zapytał poważnie.
-Tak... Nie... Nie wiem. Pogubiłam się. Miałam wyjechać. Chciałam, ponieważ życie w Londynie zaczynało mnie męczyć. Ale teraz znowu mam braci...ciebie. I nie wiem. Nie wiem co mam robić.- Usiadłam obok niego i schowałam twarz w dłoniach.
-Właśnie. Masz nas. Więc nie wyjeżdżaj. Proszę.- Powiedział cicho. Spojrzałam na niego. Widziałam zwątpienie w jego oczach. Bał się. Bał się, że znowu go opuszczę. Nie odpowiedziałam, tylko przysunęłam się do niego i delikatnie go pocałowałam. To była wystarczająca odpowiedź. Kiedy pocałunek zaczął się pogłębiać przerwał nam dzwonek telefonu. Telefon Spencer. Spojrzałam na wyświetlacz. „Tom”. Odebrałam.
-Halo?
-”Za godzinę będę miał listę. Przywiozę wam ją. Czekaj na mnie. Pa.”- Powiedział i się rozłączył. Z ulgą wypuściłam powietrze.
-Zdobędzie listę.- Powiedziałam uradowana.- Spencer!- Krzyknęłam. Po krótkiej chwili w pokoju pojawiła się dziewczyna.- Weź zadzwoń do twojego szefa. Muszę z nim porozmawiać.
-Okej...- Wzięła swój telefon i wybrała jego numer po czym podała mi komórkę. Po kilku sygnałach odebrał.
-”Spencer? Po co dzwonisz? Wesz, że chyba nie mam czasu!” - Warknął zdenerwowany. Na sam dźwięk jego głosu przeszły mnie nieprzyjemne dreszcze.
-Nie Joseph. To nie Spencer... Tu Emma.- Po drugiej stronie zapadła cisza.- Zdziwiony? A teraz słuchaj. Jak chcesz listę przyjdź za dwa dni o drugiej w nocy do opuszczonej fabryki na obrzeżach Londynu. 
-”Skąd mam wiedzieć, że nie przyjdziesz z policją?”
-Masz moje słowo. Będę sama. Twój wybór czy przyjdziesz... Ale ostrzegam. Drugiej takiej szansy nie dostaniesz.- Znowu zapadła cisza. Pewnie zastanawiał się nad moją propozycją.
-”Dobra. Ale bez żadnych podstępów bo ktoś wtedy bardzo pożałuje.”
-Jasne. Do zobaczenia.- Powiedziałam i zakończyłam połączenie.- Obyś ty czasem tego nie pożałował.- Mruknęłam cicho.
-Coś ty dziewczyno zrobiła?! Nie możesz mu tego oddać!- Dlaczego wszyscy się mnie o to czepiają?! Wiem co robię! Przynajmniej mam taką nadzieję...
-Spokojnie. Wiem co robię.- Starałam się ją uspokoić.
-Spencer zostaw nas na chwilę samych.- Poprosił Loczek. Dziewczyna wykonała jego prośbę. Kiedy drzwi się zamknęły Harry zwrócił się do mnie.- Sama? Na pewno nie pozwolę ci tam iść samej!
-Okej. Możesz jechać tam ze mną.- Wywróciłam oczami.- Ale pod jednym warunkiem. Jeśli Joseph będzie mierzył we mnie bronią, groził mi lub cokolwiek innego. Ty się nie ujawnisz. Nadal będziesz siedział ukryty.
-Co? Nie! Nie ma mowy!- Pokręcił głową. Zacisnęłam usta w cienką linię i wpatrywałam się w niego przymrużonymi oczami.
-Nie jedziesz.- Stwierdziłam i skierowałam się w stronę wyjścia z pokoju.
-Emma! Stój!- Nie zwracałam na niego uwagi.- Zatrzymaj się do cholery. Dlaczego ty musisz być taka uparta?- Momentalnie się zatrzymałam i odwróciłam w jego stronę.
-A ty?! Przynajmniej raz mnie posłuchaj! Przynajmniej ten jeden cholerny raz zrób to o co cię proszę.- Jeszce trochę i skończę zapłakana na ziemi.
-Ale...- Zaczął jednak mu przerwałam. Zaczęłam iść w jego stronę.
-Zamknij się. Po prostu się zamknij.- Kiedy byłam blisko niego zarzuciłam ręce na jego szyję i złączyłam nasze usta razem. Popchałam nas do środka pokoju i nogą zatrzasnęłam drzwi. Przyciągnęłam go bliżej siebie dzięki czemu pogłębiłam pocałunek. Złapał mnie za uda i podniósł. Momentalnie oplotłam nogi wokół jego tali. Usiadł na łóżku, a ja popchałam go na plecy tak, aby się położył.
-Kocham cię. Tak bardzo cię kocham.- Szepnęłam w jego usta.
-Kocham cię księżniczko. Najbardziej na świecie.- Powiedział i znowu złączył nasze usta razem w romantycznym pocałunku.
***
-Proszę.- Powiedział Tom i podał mi jakieś urządzenie.
-Co to?- Zmarszczyłam lekko brwi.
-Lista... Co ty myślałaś, że to będzie jakaś zwykła karteczka?- Zapytał.
-No w sumie... to tak.- Przygryzłam lekko wargę.
-Dziewczyno. Tutaj jest wszystko. To jedna z najważniejszych rzeczy... A poza tym ona jest zakodowana.- Powiedział.
-Okej.- Westchnęłam.- Musisz pomóc mi ją rozszyfrować...
***
-Proszę. Choćby nie wiem co nie wychodźcie stąd. To muszę załatwić sama.- Powiedziałam do Harry'ego, Tom'a, Lucas'a i Dylan'a. We czworo uparli się, że nie puszczą mnie do tej fabryki samej.
-Ale jakby chciał strzelić wychodzę od razu. Wtedy nakopię do dupy temu frajerowi i przestanie ciebie męczyć.- Powiedział mój brat.
-Jesteś ode mnie starszy, a zachowujesz się jak pięcioletnie dziecko.- Wywróciłam oczami.- Zostajesz tak jak reszta... Słuchajcie. Mam plan. Ale jeśli on zobaczy kogoś z was nie zawaha się mnie szantażować, a wtedy z planu nici. On nic mi nie zrobi. Obiecuję. Nic mi się nie stanie.- Przynajmniej mam taką nadzieję.- A i jeszcze coś. Jak popatrzę w waszą stronę, niech ktoś zadzwoni na policję... 
-Nie lepiej od razu po nich zadzwonić?- Zapytał Tom.
-Wtedy na pewno mnie zastrzeli i ucieknie... Po prostu róbcie to co powiedziałam i siedźcie cicho... Dobra. Do zobaczenia potem.- Uśmiechnęłam się lekko i wyszłam z pomieszczenia. W tej opuszczonej fabryce było okropnie. Brudno, zimno, wilgotno, a do tego ciemno. Sprawdziłam godzinę. Za dwie druga... Westchnęłam i czekałam dalej. Po pewnym czasie usłyszałam kroki. W pomieszczeniu pojawił się Joseph. 
-Jesteś.- Prychnęłam.- Myślałam, że stchórzyłeś. 
-Nie pogrywaj ze mną dziecko... Dawaj listę i będziesz miała spokój.- Powiedział i zaczął iść w moją stronę.
-Nie podchodź.- Zarządziłam. Zatrzymał się i spojrzał na mnie wściekłym wzrokiem. 
-Tego chcesz?- Zapytałam i wyciągnęłam listę.
-Oddaj ją.-  Warknął. Wystawiłam przed siebie rękę z urządzeniem. Kiedy chciał ją wziąć wypuściłam listę. Spadła z hukiem na ziemię.
-Ups.- Uśmiechnęłam się lekko. Skoczyłam i jeszcze bardziej to rozdeptałam.
-Coś ty kur*a zrobiła.- Stał i wpatrywał się w całkowicie zniszczone urządzenie. Schyliłam się i wzięłam leżącą pomiędzy szczątkami kartę pamięci. 
-Robię to co już wszyscy powinni zrobić od samego początku.- Powiedziałam i złamałam kartę na pół. Joseph wymierzył we mnie pistoletem. Spojrzałam w stronę chłopaków, którzy patrzyli przez małe okienko w drzwiach po czym znowu przeniosłam wzrok na Joseph'a.- Proszę bardzo. Strzelaj. Ale jeśli to zrobisz twoja jedyna szansa na odzyskanie zawartości listy zginie razem ze mną.
-O czym ty mówisz?- Zmarszczył brwi, ale nie opuścił broni.
-Myślisz, że jestem taka głupia? Przed zniszczeniem jej odkodowałam całą zawartość. I zapamiętałam ją. Wszystkie kody, hasła, nazwiska i inne rzeczy, które się tam znajdowały... Teraz to ja jestem listą... Przegrałeś...- Zrobiłam krok w jego stronę.- A i jeszcze coś... Za to wszystko co zrobiłeś mi, i innym... Na przykład osobom, które szantażowałeś i zabijałeś kogoś z ich rodzin... Teraz zgnijesz w więzieniu... I wydaje mi się, że jesteś poszukiwany w kilku krajach... przypuszczam, że utkniesz w więzieniu aż do swojej jeba*ej śmierci.- Syknęłam przez zaciśnięte zęby. Jak na zawołanie wbiegł tu tłum policjantów. Przygwoździli go do ziemi i skuli kajdankami. 
-Zapłacisz mi za to! Zobaczysz!- Krzyknął i zaczął się szarpać.
-To już koniec. Nie skrzywdzisz już nikogo więcej.- Powiedziałam poważnie.  
-Jeszcze się spotkamy. Pożałujesz tego.- Ostrzegł.
-Nie boję się ciebie.- Stanęłam z nim twarzą w twarz.- Nawet jakbyś jakimś cudem wyszedł na wolność... Proszę bardzo. Możesz mnie odszukać. Poradziłam sobie z tobą raz, poradzę i drugi. Nie stanowisz dla mnie żadnego zagrożenia... Przez ten czas nauczyłam się wielu rzeczy... A jedna z nich to to, że każdy ma jakieś lęki. Trzeba starać się je pokonać. Ja swojego się pozbyłam...- Zacisnęłam ręce w pięści tak mocno, że aż kostki mi pobielały.- I nawet jak znowu się spotkamy dam radę. Bo już kur*a nie boję się ciebie. I nigdy nie będę się bała.- Wycedziłam wściekła. Policja wyprowadziła go na zewnątrz. Ciągle stałam i wpatrywałam się twardym wzrokiem w miejsce gdzie przed chwilą był.
-Jak udało ci się go odnaleźć?- Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos jakiegoś policjanta. Przeniosłam na niego wzrok.- Jest poszukiwany w wielu krajach i nikomu nie udało się odkryć jego kryjówki.- Wytłumaczył.
-Ja go nie odnalazłam.- Pokręciłam głową.- To raczej on odnalazł mnie... -Do pomieszczenia wbiegł Harry, Dylan, Tom, Tony, Spencer, Lucas i Mark. Objęli mnie ramionami, jednak ja nadal stałam w bezruchu.- Matko... To naprawdę koniec.- Odetchnęłam z ulgą. Nareszcie... Nareszcie oni mogą być bezpieczni....
"Sukces nigdy nie jest ostateczny. Porażka nigdy nie jest totalna. Liczy się tylko odwaga."
________________________________________________________________________
Tak się męczyłam z tym rozdziałem! :o Miałam na niego całkiem inny plan, ale w ostatniej chwili zmieniłam cały bieg wydarzeń! (czego troszeczkę żałuję ;/)

No i został nam jeszcze 1 rozdział + Epilog! :) (Matkooooo) Nie żeby coś, ale chyba następny (ostatni) rozdział będzie jednym z moich ulubionych :) (Ale sami ocenicie czy będzie dobry!) 

No nic... Proszę o komentarze! To było by miłe! :) 

Widzieliście już nowy teledysk 1D Do piosenki "Night Changes"? Cudowny! Jak ktoś nie widział zachęcam do obejrzenia! (i przy okazji nabijania wyświetleń ;* ) ------>https://www.youtube.com/watch?v=syFZfO_wfMQ

Zapraszam na drugiego bloga ----------> Dary Anioła
Oraz jakby ktoś chciał zwiastun na swojego bloga ----------> Zwiastunowo

Zachęcam również do pytania bohaterów ;) 

piątek, 7 listopada 2014

Rozdział 54 "Bierz życie w swoje ręce"

Jeśli czytasz nie zaszkodzi ci skomentować, to dla ciebie sekunda, a dla mnie duża motywacja do dalszej twórczości :)
_________________________________________________________________________________
„Lecz jestem tylko człowiekiem
I krwawię, gdy upadnę
Jestem tylko człowiekiem
Załamuję się i płaczę”


-Ty nie jesteś Tom'em...- Mruknęłam zaskoczona. Oboje wpatrywaliśmy się w siebie zdziwionym wzrokiem.
-Cholera...- Szepnął chłopak.- Um... jak już tu jesteś to wchodź.- Odsunął się trochę, abym mogła wejść do mieszkania. Spojrzałam w stronę przyjaciół po czym niepewnym krokiem weszłam do środka. Zamknął drzwi i odwrócił się w moją stronę. Zaczęłam się stresować. Chcę stąd wyjść. Teraz.
-Gdzie jest Tom?- Zapytałam cicho.
-Poszedł do sklepu. Za niedługo powinien wrócić.- Wzruszył ramionami.- Chodź do salonu.
-Nie.- Zaprzeczyłam.- Chyba poczekam na niego na zewnątrz.- Wskazałam palcem w stronę drzwi.
-Serio?- Blondyn zmarszczył brwi. Jego oczy... Już je kiedyś widziałam...- Przestań. Chodź.- Pociągnął mnie w stronę salonu. Wyrwałam swoją rękę z jego uścisku.- Proszę. Siadaj.- Wskazał na kanapę.
-Dzięki postoję.- Westchnęłam. Chłopak zaśmiał się cicho i pokręcił rozbawiony głową.
-Dawno się nie widzieliśmy... Tęskniłem.- Powiedział i przybliżył się do mnie. Zrobiłam jeden krok do tyłu.
-O czym ty mówisz?- Zapytałam zdziwiona. 
-Czyli jednak mnie nie pamiętasz.- Stwierdził.- W sumie minęło już kilka lat. Ale myślałem, że jednak mnie zapamiętasz Emi.- Uśmiechnął się lekko.
-Jak mnie nazwałeś?- Zapytałam cicho.- Nie nazywaj mnie tak. Mogą tak do mnie mówić jedynie...- Nie skończyłam ponieważ mi przerwał.
-Twoi bracia. Tak wiem... Oj Emi...- Zaśmiał się.-A pamiętasz to?.. Potrafię wstrzymywać oddech...- Zaniemówiłam. Nie to niemożliwe.
-Potrafię zachować milczenie...- Szepnęłam drżącym głosem.
-Mogę czuwać całe dnie...- Podszedł do mnie bliżej.
-Jeżeli tego pragniesz...- To nie jest prawda...- Matko Lucas!- Zasłoniłam usta ręką.- Nie. Nie to nie możesz być ty.
-A jednak siostrzyczko.- Uśmiechnął się lekko. Zacisnęłam usta w cienką linię.
-Jak mogłeś?- Warknęłam. Podeszłam do niego i uderzyłam go w twarz. Zacisnął na chwilę powieki, po czym je otworzył. Wpatrywał się we mnie zdziwionym wzrokiem.- Jak mogłeś pozostawić mnie przez tyle lat samą?! Byłeś tutaj przez cały ten czas! Myślałam, że nie żyjesz!- Patrzyłam się na niego zaszklonymi oczami.- Tak bardzo tęskniłam.- Przytuliłam się do niego z całej siły.- Kocham cię braciszku.
-Przepraszam. Nie wiesz jak bardzo chciałem do ciebie przyjechać i zaopiekować się tobą. Ale nie mogłem. Cały czas jestem obserwowany. Gdybym się z tobą spotkał mogłoby być jeszcze gorzej. Dlatego prosiłem Tom'a aby się tobą zajął.- Lucas pocałował czubek mojej głowy. Nie chciałam go puszczać. W tym momencie tak bardzo mi ulżyło. Była przy mnie najdroższa osoba.- Ale mimo tego,że ty mnie nie widziałaś, ja byłem cały czas przy tobie.- Powiedział cicho. Mocniej zacisnęłam ręce na jego koszulce. Łzy spływały mi po policzkach. Nie mogłam opanować emocji. W końcu los się do mnie uśmiechnął. Nareszcie moje życie powoli zaczyna się układać.
-Już niedługo... Już niedługo wreszcie będzie po wszystkim. Tylko musicie mi pomóc- Podniosłam głowę i popatrzyłam się na niego.
-Jak to?- Zmarszczył brwi.
-Musicie...- Zaczęłam jednak przerwał mi dzwonek do drzwi. Lucas poszedł otworzyć.
-Weź gnojku jedną reklamówkę, bo wlokę się z tym nie wiadomo ile, a ty nawet nie raczysz mi pomóc.- Usłyszałam rozbawiony głos Tom'a.- No to co rob...- Przerwał kiedy mnie zobaczył.- Emma? Co ty tu robisz?- Przenosił wzrok raz na mnie, a raz na mojego brata.
-Siadaj. Opowiemy ci wszystko.- Powiedział Lucas. We troje usiedliśmy na kanapie.
*Oczami Harry'ego* 
Siedzieliśmy w samochodzie przy domu Tom'a czekając aż Emma z niego wyjdzie.
-Ciekawe co robią.- Westchnąłem. Chciałem do niej pójść i ją przytulić. Cholera. Chyba jestem od niej uzależniony. Nie umiem funkcjonować, kiedy jej nie ma obok mnie.
-O nie.- Usłyszałem zdenerwowany głos Spencer.- Co tu robi Tom?- Zapytała i wskazała na chłopaka, który zbliżał się do domu, przy którym czekaliśmy.
-Jak Tom jest tutaj... To kim był ten co otworzył drzwi?- Zapytałem zestresowany... Chciałem wysiąść z samochodu jednak dziewczyna je zamknęła.
-Siedź. Nic jej nie będzie. Tom nie wpuściłby byle kogo do swojego domu.-Zaczęła mnie uspokajać. Może miała rację? Jednak i tak się martwiłem...
*Oczami Emmy*
-Dobra wytłumaczcie mi, jak ona się tu znalazła.- Powiedział Tom. 
-A więc...- Zaczęłam.- Od trzech dni próbuję się z tobą skontaktować, ale nie odbierasz telefonu. Dlatego postanowiłam, że sama do ciebie przyjadę. Najpierw pojechałam do mojego starego domu, ale ciebie tam nie było. Dylan powiedział mi, że pojechałeś do Bradford, a że kiedyś już tutaj z tobą byłam wiedziałam jak przyjechać. Nie miałam pojęcia, że będzie tu on.- Skinęłam w stronę brata.- W ogóle zapomniałam o tym, że kiedyś mówiłeś mi o tym, że mieszkasz tu z przyjacielem... I tym przyjacielem okazał się mój brat.- Nadal to było dla mnie zadziwiające.- Ale wracając do opowieści... Kiedy on otworzył drzwi byłam strasznie zaskoczona. Nie spodziewałam się jego. Na początku go nie rozpoznałam. Kiedy powiedział, że dawno się nie widzieliśmy, i że tęsknił myślałam, że zwariował. Jednak jak zacytował słowa piosenki, którą śpiewaliśmy gdy byliśmy młodsi... Od razu wiedziałam, że to on. Potem go uderzyłam, następnie przytuliłam, a później przyszedłeś ty.- Skończyłam i odetchnęłam głęboko.
-No właśnie.- Przytaknął Lucas.- Oto cała historia.
-Okej... A po co tak właściwie mnie szukałaś?- Chłopak zwrócił się w moją stronę.
-Ponieważ chcę, abyś wziął od ojca listę i mi ją dał.- Odpowiedziałam spokojnie.
-Po co ci lista?- Obydwoje równocześnie zapytali.
-Ponieważ chcę ją oddać, aby w końcu dano mi spokój.- I aby zakończyć to ciągłe piekło.
-Nie. Nie ma mowy.- Znowu odezwali się równocześnie. Czytają sobie w myślach czy jak?
-Proszę...- Jęknęłam przeciągle.- To mnie pomału wykańcza.
-Ale jak ją im oddasz będzie jeszcze gorzej. Wtedy Joseph będzie miał to co chciał i nie będzie miał żadnych przeszkód, aby zabić ciebie lub kogokolwiek z nas.- Wytłumaczył Lucas. Schowałam twarz w dłoniach. Co mam teraz zrobić? Mój cały plan legł w gruzach. Znowu wróciłam do punktu wyjścia.
-Nie. Nie może mi się znowu wszystko spieprzyć... Nie teraz. Nie w takiej sprawie.- Przeczesałam włosy palcami. W oczach zaczęły zbierać mi się łzy. Matko nie mogę znowu się rozpłakać.
-Nie martw się. Wymyślimy coś.- Brat opiekuńczo oplótł mnie swoimi ramionami. Wtuliłam się w jego ciało. Wszyscy siedzieliśmy w ciszy i rozmyślaliśmy nad nowym planem. Nagle mnie oświeciło.
-Cholera wiem!- Krzyknęłam.- Tak!- Podniosłam się uradowana. Stanęłam twarzą do chłopaków.- Załatwcie mi listę. Resztą zajmę się ja... Ale proszę postarajcie się zdobyć ją jak najszybciej... A teraz muszę już iść.
-Czekaj.- Zatrzymał mnie Tom.- Co ty zamierzasz zrobić?
-Nie martwcie się. Mam genialny plan. Po prostu mi zaufajcie i dostarczcie listę. Resztą zajmę się ja.- Ubrałam buty i narzuciłam na ramiona kurtkę.- A i mam jeszcze jedno pytanie...Czy Mark żyje?- Ściszyłam głos do szeptu. Muszę wiedzieć czy jeszcze jeden z moich barci jeszcze tu jest...czy stracił życie jak David. Tom i Lucas spojrzeli na siebie.
-Tak.- Odpowiedział blondyn. Ulżyło mi. Strasznie mi ulżyło.
-Gdzie on jest?- Zadałam kolejne pytanie.
-On cały czas jest blisko ciebie.- Powiedział wymijająco mój brat.
-Okej...-  Zmarszczyłam lekko brwi.- Muszę iść. Do zobaczenia.- Powiedziałam i wyszłam. Podążyłam w kierunku samochodu. Otworzyłam drzwi i wsiadłam na tylne miejsce.
-Kto to był?- Harry od razu zadał mi pytanie.
-Lucas.- Odpowiedziałam.
-Lucas?!- Tony i Spencer odwrócili się w moją stronę równocześnie.
-Tak. To był on... Nie martwcie się ja jestem tak samo zaskoczona. Cholera tyle lat tu był, a ja nawet o tym nie wiedziałam! Jak mogłam się nie zorientować?- Oparłam głowę o szybę. Tony odpalił samochód i pojechaliśmy.
-Jaki Lucas?- Harry cały czas się mi przyglądał.
-Mój brat.- Odpowiedziałam cicho. Jego oczy momentalnie się powiększyły. Przytuliłam się do chłopaka.- Kocham cię Harry.- Mruknęłam w jego koszulkę.
-Ja ciebie bardziej.- Pocałował czubek mojej głowy.
-Nie bo ja.- Uśmiechnęłam się lekko.
-Wcale nie. Ja kocham mocniej.- Droczył się dalej.
-Nie. Nikt nie kocha mocniej ode mnie.- Podniosłam głowę i oparłam ją o ramię Loczka aby móc na niego patrzeć.
-Oboje kochacie się tak samo mocno. Pasuje?- Powiedziała Spencer i spojrzała w lusterko. Wystawiłam jej język po czym pocałowałam Harryego.
-Spenceeer.- Jęknął tony.
-Co?- Zapytała.
-Kocham cię.- Powiedział żartobliwie chłopak i objął ją ramieniem.
-Odwal się ode mnie.- Zaśmiała się i strzepnęła jego rękę. Nagle mnie olśniło.
-O matko... Wiem gdzie jest Mark!
„Jeśli chcesz zobaczyć tęcze, najpierw musisz uporać się z deszczem”
_________________________________________________________________________________
To tak... najpierw chcę powiedzieć, że do końca opowiadania zostały tylko (chyba) dwa (możliwe, że dosyć krótkie) rozdziały + Epilog (o matko...płaczę) Ale może się jeszcze coś pozmieniać ;p

A teraz proszę o opinie... wiem, że ten rozdział może być trochę nudny... No, ale w planach miałam, aby tutaj nic się takiego wielkiego nie działo... A więc komentujcie! :)

Zapraszam na drugiego bloga ----------> Dary Anioła
Oraz jakby ktoś chciał zwiastun na swojego bloga ----------> Zwiastunowo

Zachęcam również do pytania bohaterów ;) 

A i jakby ktoś chciał wiedzieć jaką piosenkę w 'młodości' często śpiewali Lucas i Emma to ta ---> KLIK
(Wydaje mi się, że o czymś zapomniałam... więc czasem notka może zostać zaktualizowana ;))

piątek, 31 października 2014

Krwawe Halloween....

Oto krótki imagin z okazji Halloween! :D Wymyśliłam go przed chwilą ;) Miejmy nadzieję, że się spodoba...
A i "[T.I]" oznacza - "Twoje Imię". Więc jak to się pojawi 'wstawiacie' tu swoje imię ;)
(Napisałam tak, żebyście mogli się bardziej wczuć w historię)
________________________________________________________________________________

-Niall pośpiesz się! Bo się spóźnimy.- Krzyknęłam z dołu. Dopięłam kolczyki, poprawiłam sukienkę i wsunęłam szpilki. 
-Idę, idę.- Horan zbiegł po schodach i stanął obok mnie. Obleciałam go wzrokiem od góry do dołu i uśmiechnęłam się lekko.
-Jesteś zbyt idealny.- Powiedziałam i pocałowałam go lekko w usta.
-Jak toś tu jest idealny to tylko i wyłącznie ty.- Odpowiedział i tym razem on złączył nasze usta razem.- Chodź.- Złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę drzwi. Zamknął dom po czym razem poszliśmy do jego samochodu. Jechaliśmy na imprezę Halloweenową. Oboje byliśmy przebrani za wampiry. Ja miałam krótką czarną sukienkę, pelerynkę i sztuczne kły, on czarne jeansy, biały T-shirt, a na to rozpięty garnitur oraz oczywiście sztuczne kły... To była pierwsza taka impreza na jaką idę z NIM. Z moim ideałem. Idealne włosy, oczy, usta, twarz, sylwetka oraz charakter... Jesteśmy już razem od roku. Nie mogę uwierzyć, że ktoś taki jak on wybrał właśnie mnie- przeciętnej urody, niewyróżniającą się od innych dziewczynę.- O czym myślisz?- Z rozmyśleń wyrwał mnie głos blondyna. Nawet nie wiedziałam, że przez ten cały czas mu się przyglądałam.
-Ja...- Zaczęłam niepewnie.- Ja nadal nie mogę uwierzyć, że jesteś ze mną. Dlaczego właśnie ja? Ugania się za tobą wiele dziewczyn. Jeszcze za czasów szkolnych. One są idealne w każdym calu... A ty. Ty wybrałeś właśnie mnie.- Powiedziałam i spuściłam wzrok. Zaczęłam bawić się palcami u rąk. Czułam się skrępowana. Po co ja to mówiłam?
-Ej. Spójrz na mnie.- Nakazał. Niepewnie wykonałam jego polecenie.- Dla mnie nie liczy się nikt inny tylko ty. To właśnie ciebie kocham. I to ty [T.I] jesteś dla mnie idealna. Nie one.- Położył swoją dłoń na mojej. Uśmiechnęłam się lekko.
-Też cię kocham.- Odpowiedziałam. Resztę drogi przejechaliśmy w przyjemnej ciszy, która przerywana była jedynie spokojną melodią z radia. 
-Jesteśmy.- Niall zaparkował samochód pod domem, w którym odbywała się impreza. Organizował ją jeden z jego przyjaciół. Powiem szczerze, że stresowałam się. Nawet bardzo. Pierwszy raz miałam ich spotkać. Martwię się, że mnie nie polubią.
-Ej co jest?- Blondyn zauważył moje zestresowanie.
-Nic.- Szepnęłam.
- No już. Powiedz.- Chłopak odpiął pasy i przybliżył się do mnie. Czułam jego ciepły oddech na moim policzku.
-Bo.. Co jeśli oni mnie nie zaakceptują? Jeśli nie będę pasować do waszego otoczenia? Jeśli mnie nie polubią?-Przeniosłam na niego wzrok.
-I tym się tak martwisz?- Zachichotał. Spuściłam wzrok, a na moje policzki wpłynął lekki rumieniec.- Oni cię pokochają tak jak ja. Wiem to.- Pocałował mój zaróżowiony policzek.- Jesteś słodka kiedy jesteś zawstydzona.- Szepnął do mojego ucha i wyszedł. Obszedł samochód dookoła i otworzył mi drzwi. Pomógł mi wysiąść i kiedy już stabilnie stałam obok niego ruszyliśmy w stronę wejścia. Z daleka można było słyszeć głośną muzykę. Weszliśmy do środka. Dom był przeogromny! Było tu około stu może i więcej osób! Wszyscy szaleli, skakali, rozmawiali i pili.- Chodź. Powinni być w salonie.- Horan pociągnął mnie za rękę. Podeszliśmy do grupki ludzi siedzących na kanapie.- Cześć wszystkim! To jest [T.I]. [T.I] ten w lokach Harry, a dalej Liam, Zayn, Louis i Eleanor. 
-Nareszcie jakaś dziewczyna! Myślałam, że sama będę musiała przez cały wieczór przebywać z tą bandą idiotów.- Brunetka podniosła się z miejsca i stanęła przede mną.- Tak poza tym to miło mi cię poznać. Tyle o tobie słyszałam i w końcu mam okazję spotkać cię na żywo.-  Powiedziała radośnie i objęła mnie ramionami. Niepewnie ją przytuliłam. Wydaje się być miła.
-Czyli mówisz, że Niall już o mnie wspominał?- Zapytałam, kiedy się od siebie odsunęłyśmy.
-Wspominał? On cały czas o tobie gada! Mówi jaka ty jesteś wspaniała, jak cię kocha, że jesteś jego ideałem dziewczyny, że pewnego dnia chciałby ci się oświadczyć, ale obawia się, że ty znajdziesz sobie kogoś lepszego i...- W tym momencie Niall mu przerwał.
-Harry możesz się już zamknąć.- Warknął i przeczesał włosy palcami. Spojrzałam na blondyna z uśmiechem i podeszłam do niego. Oplotłam jego szyję rękami i spojrzałam w jego oczy.
-Nikt nigdy nie będzie lepszy od ciebie.- Powiedziałam i pocałowałam go lekko.
-No weźcie nie przy ludziach!- Usłyszałam śmiechy przyjaciół Niall'a. Chłopak pogłębił pocałunek i pokazał im środkowy palec. Zachichotałam pomiędzy pocałunkami, po czym odsunęłam się od niego. Usiedliśmy na kanapie naprzeciw reszty. Louis, czy jak się on nazywał pocałował Eleanor. Czyli, że oni są razem? Nawet nie zauważyłam, że byli podobnie ubrani. No może nie do końca. El miała krótką białą sukienkę, skrzydła i aureolę, a Louis czarny T-shirt, tego samego koloru jeansy oraz czerwone rogi.
-Jesteście obrzydliwi!- Zażartował Harry.
-Po prostu jesteś zazdrosny, że tylko ty jako jedyny nie masz dziewczyny.- Powiedział chyba Zayn. Wszyscy się zaśmialiśmy.
-A właśnie. Gdzie Perrie i Sophia?- Zapytał Niall.
-Dojdą później. Perrie jest w drodze do domu, a Sophia przez chwile będzie na innej imprezie, a później dojedzie do nas.- Wytłumaczył Liam.
-Dosyć tych pogaduszek! Czas się napić!- Powiedział Louis. Wszyscy wzięliśmy po kubku z piwem. Stuknęliśmy się kubkami, po czym wszyscy je całkowicie opróżniliśmy...
***
-Niall?- Odwróciłam się, ale jego tam nie było. Gdzie on się podział? Tańczyliśmy, kiedy nagle zniknął. Może poszedł na górę? Przeciskałam się przez tłum ludzi, do puki nie doszłam do schodów. Weszłam po nich i stanęłam w miejscu. Coś dziwnie pusto tutaj... Dlaczego nikogo tu nie ma? Dobra nie ważne. Ruszyłam w głąb korytarza.- Niall?- Zapytałam cicho. Nic. Nagle światło zaczęło migać. Mój poziom stresu wzrósł. Dobra wracam. Kiedy się odwróciłam ktoś stał centymetr przede mną. Gwałtownie cofnęłam się do tyłu. Był to jakiś masywny koleś. Nie widziałam jego twarzy ponieważ była zasłonięta maską. Kojarzyła mi się ona z jednym horrorem.- Przestraszyłeś mnie.- Odetchnęłam głęboko. Spokojnie. To tylko jakiś chłopak w przebraniu. Przecież wszyscy są przebrani. Kiedy chciałam go ominąć, on zagrodził mi drogę. Spróbowałam jeszcze raz, ale znowu mi przeszkodził. - Przepuść mnie.- Starałam się aby mój głos był pewny. On jedynie lekko przechylił głowę w bok. Światło znowu zaczęło migać po czym zgasło. Moje serce zaczęło szybciej bić, a oddech stał się nierównomierny. Cholera! Poczułam czyjś oddech na mojej szyi, a później coś zimnego i  metalowego. Spanikowana ruszyłam przed siebie. Nie obchodziło mnie, że nic nie widzę. Kiedy myślałam, że za chwilę będę bezpieczna, silne ręce oplotły się wokół mojej tali. Chciałam krzyczeć, ale moje usta zostały zasłonięte. Zaczęłam się szarpać i kopać. Byłam strasznie spanikowana. Zostałam zaciągnięta do jakiegoś pomieszczenia. Tajemniczy oprawca puścił mnie. Kawałek pomieszczenia było oświetlane w rogu przez malutką lampkę. Próbowałam otworzyć drzwi, ale były zamknięte. Spanikowana kucnęłam w rogu pokoju. Do moich oczu napłynęły łzy. Zacisnęłam powieki. Błagam, żeby to był tylko sen. Pieprzony sen. Kiedy uchyliłam powieki, nadal znajdowałam się w tym samym miejscu. Tajemniczy mężczyzna zaświecił światło. Moje oczy podwoiły swoje rozmiary. W pokoju było pełno krwi, jakieś narzędzia i....ciało. Ciało człowieka. Konkretniej chłopaka. Leżało na ziemi nieruchome i blade. Cichy pisk wyrwał się z moich ust. Po moich policzkach spływały łzy.- Co ty zamierzasz zrobić?- Zapytałam roztrzęsionym głosem. On nic nie odpowiedział tylko wziął do ręki ogromny nuż i podniósł go do góry. Skuliłam się jeszcze bardziej. Odwrócił się w moją stronę i wolnym krokiem do mnie podszedł. Złapał mnie za ramię i pociągnął do góry. Zaczął mnie pchać w stronę drzwi, których wcześniej nie widziałam. - Zostaw mnie! Błagam! Puść mnie!- Krzyczałam zdesperowana. Miałam zamazany obraz przez łzy płynące z mich oczu. Mężczyzna wepchnął mnie do jakiegoś pomieszczenia. Była tu dziewczyna i ktoś jeszcze, ale w tych ciemnościach nie mogłam zobaczyć twarzy. Koleś wziął tą dziewczynę. Ona, krzyczała, płakała, ale i tak to nic nie wskórało. Zniknęła razem z nim za metalowymi drzwiami. Najpierw nic nie było słychać, ale po chwili krzyki bólu i przerażenia rozniosły się po pomieszczeniu. Na małej szybce w drzwiach pojawiły się plamy krwi. Skuliłam się w rogi i zaczęłam cicho szlochać.- Nie... To się nie może dziać naprawdę... Nie...- Siedziałam zapłakana. Nie mogłam złapać tchu. Byłam przerażona. Właśnie tam po drugiej stronie drzwi, ktoś był zabijany, a ja nie mogłam nic z tym zrobić. Poza tym ja mogłam być następna.. To było jak pieprzony koszmar, z którego nie mogłam się wybudzić.
-[T.I]?- Usłyszałam znajomy głos.
-Niall?- Zapytałam z nadzieją. Chłopak podszedł do mnie i objął mnie ramionami. Roztrzęsiona wtuliłam się w jego ciało.- Nie chcę umierać.- Zaszlochałam.
-Nie umrzesz. Nie pozwolę na to.- Pocałował mnie w czubek głowy.- Przepraszam. Przepraszam, że cię tu zabrałem. Nie wiedziałem, że to się stanie...
-Chcę do domu.- Szepnęłam. Nagle krzyki ustały. Nie było słychać już nic. I to było najbardziej przerażające.- Myślisz, że to już koniec?
-Nie wiem.- Szepnął i mocniej mnie do siebie przytulił. Siedzieliśmy w ciszy. Kiedy myślałam, że jesteśmy bezpieczni, drzwi się otworzyły. Niall schował mnie za siebie. Zamaskowany facet złapał chłopaka i pociągnął w stronę drzwi. Niall próbował się wyszarpnąć, jednak nie dał rady. Popatrzył w moją stronę smutnymi oczami. - Przepraszam.- Szepnął i zniknął za metalową powłoką.
-Nie!- Podbiegłam do drzwi i zaczęłam w nie walić pięściami.- Niall! Nie błagam! Zostaw go! Weź mnie! Niall!- Darłam się na cały głos.- Niall?- Zapytałam ciszej. I właśnie w tym momencie usłyszałam dźwięk jakby piły motorowej, a później przerażające krzyki Niall'a. Z całych sił waliłam w drzwi. Chciałam spojrzeć przez szybkę, jednak była cała we krwi.- Błagam zostaw go! Niall!- Moje krzyki mieszały się z wrzaskami Niall'a i dźwiękami piły motorowej. Starałam się otworzyć te cholerne drzwi, ale nie dałam rady. Po pewnym czasie wszystko ucichło. Załamana zjechałam w dół drzwi. Siedziałam tak przez dłuższy czas do puki się nie otworzyły. Podniósł mnie i wciągnął do tamtego pomieszczenia. Leżało tu ciało tamtej martwej dziewczyny oraz chłopaka, ale nie było Niall'a. Strużka rozmazanej krwi prowadziła do innego pomieszczenia. Spojrzałam na ścianę.
Był tam czerwony napis:
„Teraz twoja kolej [T.I.]”
Położył mnie na czymś co przypominało szpitalne łóżko. Przypiął mnie jakimiś pasami i wziął piłę motorową. Uruchomił ją i skierował w moją stronę. Zacisnęłam oczy.
-Przepraszam Niall.- Szepnęłam. Kiedy piła prawie dotykała mojej twarzy wszystko ucichło. Koleś stanął w jednym miejscu i podniósł dłoń do maski. Zdjął ją. To był jakiś chłopak. Nagle z jakiegoś pomieszczenia wyskoczyli inni.
-Wesołego Halloween!- Krzyknęli wszyscy. Osoby, które uważałam za trupy podniosły się z ziemi. Zostałam odpięta. Roztrzęsiona stanęłam na ziemi. Niall roześmiany podszedł do mnie i objął mnie ramionami.
-Nienawidzę cię.- Szepnęłam wkurzona.- Tak bardzo się o ciebie bałam!
-Oh [T.I]. Nic mi nie jest.- Powiedział z uśmiechem. Pokręciłam głową zrezygnowana.- Ta dziewczyna to Perrie.- Wskazał w kierunku dziewczyny, którą myślałam, że zabito. 
-To było całkiem niezłe.- Powiedział Harry,a reszta się zgodziła.
-No już. Nie złość się tylko mnie pocałuj i powiedz, że mnie kochasz.- Przez chwilę nie reagowałam, ale potem złączyłam nasze usta razem.
-Kocham cię.- Powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam.
-Szczęśliwego Halloween!- Krzyknęliśmy wszyscy razem. To była niezapomniana noc......
________________________________________________
I jak się podoba? Choć troszkę straszny? :) Tak mnie natchnęło no i 'nabazgrałam' takie coś ;) Taki pojedynczy imagin z okazji Halloween ;D
Piszcie jak się podoba ;*
Hahah tak, tak dodałam to na tym i na tamtym blogu xD